Feeds:
Posty
Komentarze

Posts Tagged ‘kontratenorzy’

Czekanie na nową płytę Filipa można sobie umilić słuchaniem debiutanckiego albumu Davida Hansena. Jeśli wierzyć wydawcy, większość arii z tego krążka to premierowe nagrania.
David Hansen

Rivals. Arias for Farinelli & Co

Leonardo Vinci (1690-1730)
Leonardo Leo (1694-1744)
Riccardo Broschi (1698-1756)
Antonio Maria Bononcini (1677-1726)
Rivals. Tylna okładka etui
1. Vinci: Semiramide riconosciuta „In braccio a mille furie”
2. Vinci: Il Medo „Sento due fiamme in petto” *
3. Leo: Andromaca „Talor che irato è il vento” *
4. Bononcini: Griselda „In te, sposa Griselda… Cara sposa” *
5. Brosch: Artaserse (Hasse, 1734) Son qual nave” *
6. Vinci: Il Medo „Non è più folle lusinga” *
7. Leo: Demetrio „Freme orgogliosa l’onda” *
8. Vinci: Il Medo „Taci o di morte” *
9. Vinci: Alessandro „Risveglia lo sdegno” *

Total time: 76’36”

* WORLD PREMIERE RECORDINGS

David Hansen countertenor
Academia Montis Regalis
Alessandro de Marchi conductor & harpsichord

Recorded: June 12-16, 2013, Mondovi (Italy), Oratorio di Santa Croce
Rivals. Arias for Farinelli & Co
88883744012 (P) & (C) Sony Music Entertainment Switzerland GmBH
Deutsche Harmonia Mundi TM is a registered trademark of Sony Music Corporation.
Rivals. Arias for Farinelli & Co

Read Full Post »

W czerwcowym numerze miesięcznika Muzyka21 oprócz wstępniaka, w którym redakcja (zbiorowo, bo wstępniak podpisany Od redakcji) ma wszystko wszystkim za złe, omówienie płyty Andreasa Scholla*. Swoją droga, jakoś wolałem niegdysiejszy miesięcznik Studio – bardziej życzliwy światu i ludziom, a przy tym fachowo redagowany i łamany. Wracając zaś do recenzji – Łukasz Kaczmarek przyznaje płycie 4 gwiazdki (= nagranie wartościowe) i pisze m. in.:

Mamy tu wyjątki z takich dzieł, jak między innymi: Oda na Dzień Urodzin Królowej Marii, Oda na Dzień Świętej Cecylii, Król Artur czy Królowa Elfów. Jest również słynny Lament Dydony. Wybór tego utworu może wydawać się nieco kontrowersyjny, jednak tych, którzy mieli okazje poznać niegdyś nagranie Scholla śpiewającego Habanerę z Carmen, nie powinien on dziwić. Brzmi on wielce egzotycznie. Głos Andreasa Scholla pełen jest niezwykłych barw, które artysta, niczym rasowy malarz odpowiednio dobiera do każdego z wykonywanych utworów. Scholl duża wagę przywiązuje do słowa, a jego interpretacje są niezwykle wyraziste. Przykładem choćby, wykonana w bardzo ekspresyjny, budzący przestrach, sposób, aria What Power art Thou, czyli Cold Song z opery Król Artur. […] Albo mistrzowska Strike the viol z Ody na Dzień Urodzin Królowej Marii,. gdzie Scholl wspierany jest znakomitym akompaniamentem Accademia Bizantina.

Na płycie znalazły się też dwa duety o zupełnie odmiennym charakterze: pełen godności i blasku Sound the trumpet (znakomita gra orkiestry!) kontrastuje z bardziej delikatnym i czułym O dive custos. Partnerem Scholla w obu utworach jest kontratenor francuski, Christophe Dumaux. Zestawienie tych głosów wypada arcyciekawie: podczas gdy głos Scholla jest ciepły, nieco mroczny, o niskim rejestrze, Dumaux śpiewa znacznie wyższym głosem, jaśniejszym i chłodniejszym. […]

Płyta ma swoje wady, jednak piękno głosu Scholla nie pozwala odłożyć jej na półkę po pierwszym przesłuchaniu.

 Kto nie odłożył, może napisać tutaj o swoim spotkaniu z tą płytą, kto odłożył – też. 


*Henry Purcell: O Solituide. Andreas Scholl, Accademia Bizantina, Stefano Monatari. 2010 Decca 478 2262. rec.: Łukasz Kaczmarek. Muzyka21 2011 nr 6 s. 47-48

Read Full Post »

W majowym numerze miesięcznika Muzyka 21 dwie recenzje płyt nagranych przez kontratenorów. Na pięć gwiazdek zasłużyła płyta „Ombra Cara” Bejuna Mehty1:

Jest to płyta w całości wypełniona ariami […] z oper Haendla, stanowiącymi część repertuaru legendarnego kastrata Senesina. […] Bejun Mehta dysponuje głosem o jasnej barwie i niezwykle przejrzystych górach. Szczególnie urzekająco brzmią w jego wykonaniu utwory liryczne, w których potrafi prawdziwie wzruszyć, a jego głos osiąga niezwykłe wręcz piękno. (Aria Voi, che udite il Mio lamento; Aria Ombra Cara). W tej ostatniej zachwyca również pewnością głosu, kontrastującą z rozchwianiem głosowym tak wielu innych współczesnych śpiewaków. Piękno głosu jest też domeną Rosemary Joshua, doskonale czującej się w wykonywanej muzyce. Posłuchajmy, jak cudownie brzmią oba te głosy w kończącym płytę duecie Per le porte del tormento. 2

Płyta ta od jakiegoś czasu znajduje się na mojej liście zakupów, ale nie udało mi się zdążyć przed recenzentem. Na potwierdzenie (lub nie) powyższych opinii przyjdzie mi pewnie jeszcze poczekać, bo płyta z tych „trudno dostępnych, termin dostawy 21 dni”.

Łatwo dostępna była natomiast kolejna recenzowana w Muzyce 21 (czy może raczej omawiana, bo recenzyjka króciutka) płyta – „Dom Quichotte” Café Zimmermann i Dominique’a Visse’a3  oceniona też na 5 gwiazdek.

Wydawnictwo Alpha przyzwyczaiło nas do wysmakowanych, pieknych realizacji płytowych. Tym razem możemy się delektować utworami francuskiego Baroku […]. Wszystkie utwory grane są stylowo – resztą innej interpretacji nie można się spodziewać po renomowanym zespole, jakim jest Café Zimmermann. Zespół ten, jak widać na przykładzie tej płyty, świetnie czuje się nie tylko w muzyce Jana Sebastiana, ale i we francuskim Baroku.
Znakomity uzupełnieniem instrumentalistów jest kontratenor, Dominique Visse. Jego piękny głos, stylowe wykonanie, łatwość z jaką przechodzi od recytatywów do arii i z powrotem, wyczucie nastroju, wszystko to sprawia, że jest to kreacja naprawdę wybitna.4

Jakoś nigdy głos Dominique’a Visse’a nie wydał mi się szczególnie piękny, natomiast sądziłem, że jest idealny do obsadzenia roli Zgredka w operowej wersji „Harry’ego Pottera”. Niemniej muszę przyznać, że do repertuaru comique pasuje świetnie (Pierre de La Garde: La Sonate; Nicolas Racot de Grandval: La matrone d’Ephése; Philippe Courbois: Dom Quichotte).

Jak wspomniałem, płyta była łatwa do nabycia, albowiem kupiłem ją rok temu w opolskim Empiku. O zakupie zdecydowało chyba w pierwszym rzędzie zdziwienie, że mają coś takiego. Zdziwienie słuszne, bo od tego czasu nie udało mi się tam już nic kupić. Zakupu jednak nie żałuję, choćby i z tego powodu, że płyta zawiera ładne nagranie „La sonnerie de Ste Genevieve du Mont Paris” Marina Marais. Przekonałem się, że wykonanie tego utworu, które znałem do tej pory, jest po prostu nudne. Ponadto ładnie grają na fletach, a płyta wydana prześlicznie.


1Handel: Ombra Cara. Bejun Mehta, Freiburger Barockorchester, René Jacobs. Harmonia Mundi 2010 HMC 902077 (CD audio + DVD). 2Rec.: Łukasz Kaczmarek. – Muzyka21 2011 nr 5 s. 41-42
3Dom Quichotte… Cantates e concertos comiques. Dominque Visse, Café Zimmermann.  Alpha 2009 (nagr. 2008) Alpha 151. 4Rec.: Stanisław Lubliński. – Muzyka21 2011 nr 5 s. 50.

Read Full Post »

Teoretyczno-terminologiczne kwestie związane z głosem kontratenorowym są dla amatorów (w obu tego tego słowa znaczeniach) niejakim problemem. Widać to również w statystykach naszego blogu, bowiem jedną z najliczniej odwiedzanych blotek jest Kontratenor dla początkujących, a termin kontratenor pojawia się bardzo często we frazach z wyszukiwarek. Dzisiaj ciąg dalszy wypisów, które może trochę pomogą rozeznać się w zagadnieniu. Najpierw, za Piotrem Orawskim, o dwóch różnych znaczeniach terminu kontratenor:

Z okazji szczególnych typową dla stylu XIV-wiecznej francuskiej Ars Nowa trzygłosowość motetu wzbogacano o czwarty głos. Taka postać ma uroczysty, ceremonialny motet Philippe’a de Vitry Gratissima Virginis – Vos qui admiramini – Gaude gloriosa – Kontratenor.
Najniższy głos kompozycji czterogłosowej epoki Ars Nova nazywano kontratenorem, bo w strukturze polifonii był kontrapunktem dla tenoru, czyli głosu najniższego w fakturze trzygłosowej. Warto pamiętać o tym historycznym znaczeniu słowa „kontratenor”, dziś bowiem terminem tym nazywamy męski alt, a nie głos niższy od tenoru.*

Na wszelki wypadek, również za Orawskim, objaśnienie:

XIV wiek w historii europejskiej polifonii to epoka Ars Nova – Sztuki Nowej. Takie właśnie określenie pojawiło się w roku 1322, w tytule traktatu wybitnego ówczesnego teoretyka i kompozytora – Philippe’a de Vitry.*

Niedawno, studiując opis  płyty „Les Grandes Eaux Musicales de Versailles”, zetknąłem się z rozróżnieniem w opisie obsady – wyraźnie odróżniono w nim haute-contre od contre-ténor. Sięgnąłem więc do cytowanego już u nas artykułu Katarzyny K. Gardziny**, a tam:

Haute-contre (franc.) – wysoki rejestr głosu tenora altowego, charakteryzujący się łatwością niedostrzegalnych zmian rejestru piersiowego na głowowy (rodzaj falsetu), wstępujący głównie we francuskiej praktyce wykonawczej.**

Fakt, że to rodzaj falsetu, mówi mi najwięcej, pozostałe elementy definicji, hm, niekoniecznie. No to dodam jeszcze dwie definicje, żeby się nam do reszty pomieszało:

Sopranista – sporan męski, najwyższy i bardzo rzadki glos męski o możliwościach i skali odpowiadającej sopranowemu głosowi żeńskiemu, uzyskany przez naturalne wypracowanie rejestru głosowego o skali a-f3.
Falset – głos męski opierający się na specjalnych sposobie wydobycia dźwięków znacznie wyższych, niż naturalne rejestry głosu męskiego; dźwięki falsetowe są wydobywane z silnie napiętych strun głosowych, drgających tylko w części swej długości, i są wzmacniane za pomocą rezonansu głosowego.**

I to tyle wypisów. Wynika z nich, że sopranista nie jest falsecistą. A czy jest kontratenorem? Fachowcy może skomentują.
Wracając do Piotra Orawskiego: jego książkę wydało dziwne wydawnictwo Kle, skutkiem czego mało gdzie można ją dostać. Ze strony internetowej wydawnictwa (równie dziwnej) wynika, że drugi tom „Lekcji muzyki” poświęcony m. in. twórczości Claudia Monteverdiego, Antonia Vivaldiego i Jana Sebastiana Bacha, jest już w drodze. Cieszę się i już umawiam umyślnych, którzy książkę mi zakupią.

*Piotr Orawski: Lekcje muzyki. Średniowiecze i renesans. [Warszawa]: Kle, [2010] s. 89, 87
**Katarzyna K. Gardzina: Kontra śpiewanie, czyli coś o anielskich głosach. – Twoja Muza 2005 nr 1 s. 13-15

Read Full Post »

Na blogu Piotra Paszkiewicza  przegląd kontratenorów: „Kontra Tenorzy. Jacek Laszczkowski – Philippe Jaroussky – Max Emanuel Cencic„:  
Zawsze ciekawie znaleźć w jednym miejscu, czego szukać trzeba w wielu.
Niektórzy pewnie zwrócą uwagę na ten oto fragment:

Specjalną uwagę zwrócił moją uwagę nasz rodak Jacek Laszczkowski który uwiódł mnie swoim wykonaniem Arii Morasta z opery La Fida Nimfa (Wierna Nimfa) Antonio Vivaldiego.

Ogólnie ucieszyłem sie, że ktoś zajmuje się kontratenorami, choć zirytowało mnie, że podstawę teoretyczną stanowi jedynie hasło z Wikipedii  i w tym względzie wiele nowego się nie dowiedziałem. Sama w sobie pożyteczna, staje się Wikipedia przekleństwem, gdy okazuje się coraz częściej, że wiedza całego świata to tylko i wyłącznie Wikipedia.
Trochę podobnie dzieje się z informacjami o książkach: po wpisaniu tytułu którejś z nowo wydanych książek, otrzymamy w wyszukiwarce mnostwo linków prowadzących do tego samego tekstu z okładki, multiplikowanego w nieskończość.

No to sobie ponarzekałem i mi ulżyło. Idę poczytać papierową encyklopedię.

Read Full Post »

Przyznam się bez bicia, że płytę „Aspettate! adesso canto” z utworami kameralnymi Antonia Cestiego nabyłem w przypływie patriotyzmu, któremu uległem w okolicach 11 listopada. Postanowiłem bowiem nadrobić zaległości w poznawaniu polskich kontratenorów, a że płyta nie była w Merlinie zbyt droga (dla stałych klientów 30,87 zł), to i wylądowała w koszyku.

Mówiąc szczerze, nie liczyłem na zbyt wiele: ot, ciekawostka z repertuarem nieznanego mi zupełnie kompozytora, okraszona cyrkowym nieco popisem śpiewaka, który sam z sobą śpiewa duet – jako tenor i jako sopran.

Tymczasem nic podobnego! Jak głuchej kurze ziarno trafiła mi się bardzo sympatyczna płyta. Słucha się tego dobrze, Antonio Cesti okazał się być układaczem zgrabnych melodii, a wyczyn Laszczkowskiego nie ma w sobie nic z cyrkowej żonglerki, choć faktycznie, wykonawca naprzemiennie (a czasami jednocześnie, w końcu to nagranie studyjne) śpiewa kontratenorem sopranowym i tenorem. (Jeśli chodzi o tenor Laszczkowskiego, to oczywiście brzmi on tutaj inaczej, niż w znanym fragmencie „Toski” z filmu Zanussiego „Dusza śpiewa”; znaczy, że zgrzytu nie ma.)

Marcin Tadeusz Łukaszewski recenzując tę płytę w miesięczniku Muzyka21 (nr 3/2005), napisał:

Niniejsza płyta zwraca na siebie uwagę z kilku powodów. Pierwszym jest dobór repertuaru. Kantaty Antonio Cestiego zostały zarejestrowane po raz pierwszy w historii fonografii, co budzi uznanie. Wydawać by się mogło, że najlepiej muzykę dawną wykonują soliści i zespoły zagraniczne. Tymczasem, także u nas w kraju mamy wybitnych specjalistów od tego rodzaju muzyki, a dowodem na ich znakomitą znajomość tematu jest właśnie niniejsza płyta – i to jest drugi powód do zainteresowania się tym nagraniem. Jest jeszcze trzeci, ciekawostka: obie partie wokalne, sopranową i tenorową wykonuje jeden artysta, Jacek Laszczkowski, który w niniejszym nagraniu wystąpił także w duecie z samym sobą. Godna podkreślenia jest łatwość, z jaką przerzuca się on ze swojego podstawowego, tenorowego głosu na śpiew falsetowy, sopranowy. Uwagę zwraca także barwa jego głosu: ciepła, miękka, a przy tym pełna subtelności. Przede wszystkim jednak robi wrażenie nadzwyczajna wprost uczuciowość tego nagrania: delikatne partie wokalne, pełne lirycznego uniesienia, ciepła i miękkości.

Antonio Cesti (1623-1669), jak poinformowała mnie (papierowa) „Encyklopedia muzyczna”, jest przede wszystkim autorem drammi per musica, ale podobno jego utwory kameralne, dziś określane jako kantaty, cieszyły się wielką popularnością.

W dołączonej do płyty broszurce Jerzy Żak szerzej omawia gatunek kantaty kameralnej, która jest najmniej poznanym z XVII-wiecznych gatunków muzyki włoskiej:

Prawdopodobnie dlatego, iż terminem tym, powołując się na niezbyt precyzyjne nazewnictwo epoki, określić można tysiąca różnych kompozycji, od krótkich „canzonetti” po „arie di piu parti”, od prostych arii zwrotkowych, po miniopery z recytatywami i ariami […]. W Aspettate wyrażnie widać związki kantaty solowej z teatrem XVII w.

Niestety, o czym na płycie się śpiewa, trudno się zorientować, bowiem nie dołączono tekstów. Choć może nie powinienem narzekać, bo płyta wyraźnie miała pod górkę. Nagrana w 1999 r., ukazała się w 2004 r., ale dobrze, że w końcu dotarła do sklepu, w którym można ją kupić bez przeszkód (dostawa 24 godziny – niesłychane).

A gdyby ktoś jeszcze zechciał podzielić się fachowym komentarzem na ten temat, to również byłoby nieźle.


 Antonio Cesti (1623-1669): Aspettate! adesso canto. Secular Chamber Cantatas 
   1. Lacrime mie, duetto
   2. Ritornello primo: Preludio V 
       G. G. Kapsperger, Roma 1640, theorbo solo

   3. Era la notte, e muto
   4. Insegnatemi a morire
   5. Chi non prova
   6. Speranza ingannatrice
   7. Ritornello secondo:Toccata
      M. A. Rossi, Roma 1634, harpsichord solo

   8. Bella Clori
   9. Era l’alba vicina „La corte di Roma” 
   text: S. Rosa or Apolloni

  10. Disperato moriro, duetto
  11. Ritornello terzo: Toccata XI
  G. G. Kapsperger, theorbo & guitar

  12. Aspettate! adesso canto
  text: Cesti?
Jacek Laszczkowski, soprano & tenor
Jerzy Żak, theorbo (music direction); Katarzyna Tomczak, harpsichord; Milena Dobroć, baroque guitar; ritornelli: Agnieszka Rychlik, Maria Papuzińska, violins; Mark Caudle, cello.
World Premiere Recording.
[Nagranie: 1999]
(P), (C) 2004 Jan A. Jarnicki & Wydawnictwo Muzyczne Acte Prealable
Acte Préalable AP0039

Read Full Post »

[…] Jak więc powstaje taki „sztuczny”, wysoki głos męski? Śpiewak-kontratenor na co dzień mówi głosem naturalnym, np. barytonem. Podczas śpiewu, dzięki pewnym predyspozycjom oraz doskonałemu opanowaniu techniki, wykorzystuje tylko połowę strun głosowych, otrzymując głos wyższy. Tak właśnie robimy intuicyjnie, chcąc coś zaśpiewać lub powiedzieć głosem wyższym, niż posiadany, czyli falsetem. Falset charakteryzuje się jednak niewielką nośnością i małą ruchliwością, ponieważ podczas takiego śpiewu struny głosowe pozostają silnie napięte.  Odpowiednie szkolenie pozwala rozluźnić krtań z jednoczesnym uczynnianiem tylko połowy strun, co wzmaga siłę i nośność głosu. Ważne jest także wykorzystanie podczas śpiewu odpowiednich rezonatorów (w przypadku kontratenorów jest to rezonator głowowy), co pozwala uzyskać odpowiedni, wysoki rejestr dźwięków. […]
Dziś kontratenorzy, zwłaszcza ci, którzy występują na dużych scenach operowych i w dużych salach, dążą do wydobycia (za pomocą techniki romantycznej) większej siły głosu. Wykorzystują więc, i to z powodzeniem, elementy „krycia” oraz mocniejsze vibrato do nadania śpiewowi większej ekspresji. Nadal śpiewają głosami kontratenorowymi, ale o zupełnie nowej jakości, przede wszystkim jeśli idzie o nośność, ale i estetykę brzmienia.
Są i śpiewacy, którzy – idąc tropem Dellera – starają się trzymać zasad renesansowego i barokowego śpiewu kontratenorowego. […] Dzięki odrzuceniu zdobyczy techniki romantycznej, śpiewają głosami delikatnymi, w brzmieniu nieco „fletowym”.[…] *

To tylko fragment dużo obszerniejszego artykułu, który pozwala laikom zorientować się co do istoty głosu kontratenorowego. Choć może nie do końca, bo już przy rezonatorze głowowym niejeden czytelnik poczuje się odrobinę zdezorientowany. Ale może któraś z osób z przygotowaniem fachowym zechce rozszerzyć temat? Na razie pozwolę sobie na taką pointę: współczesny kontratenor, wykonujący niegdysiejszy repertuar kastratów, jest w tej niekorzystnej sytuacji, że nie może zaśpiewać pełną krtanią, jak czynili to Carestini i Farinelli. Mam rację?


*Katarzyna K. Gardzina: Kontra śpiewanie, czyli coś o anielskich głosach. – Twoja Muza 2005 nr 1 s. 13-15


PS Trochę ciekawych informacji równiez w komentarzach poniżej.

Read Full Post »

Older Posts »