Feeds:
Posty
Komentarze

Archive for the ‘Wywiady’ Category

*Alto Giove – 4:48

Read Full Post »

Read Full Post »

Przy okazji bostońskiej premiery “Niobe” Steffaniego w portalu http://www.hometheaterhifi.com ukazał się wywiad z Filipem przeprowadzony przez Jasona Victora Serinusa. Z tego wywiadu interesujący (odwiedzających, jak pokazują statystyki naszego blogu) wątek głosu kontratenora.

Jason Victor Serinus: Are you an alto or mezzo-soprano countertenor, or are you a soprano? 
Philippe Jaroussky: Oh my god. I have to say that what’s difficult for my voice is that my color is more suited to soprano. I have quite a light voice. But the range is more of a mezzo. That’s quite difficult, because sometimes people think I can sing very high, and propose I sing things that are too high for me.[…]
JVS: As a countertenor, do you sing in falsetto, or are you simply extending your full voice upwards. 
PJ: Falsetto for me is a terrible word. It’s like ‘false voice.’ I don’t like that expression. It sounds like something artificial. 
For me, I’m singing head voice, like a soprano or mezzo-soprano. You don’t say a soprano is singing in falsetto. For me, it’s the same mechanism as a woman. But I don’t think I use the falsetto voice. 
For me, all these things about mechanism are not the most important thing for me. I try to keep the natural sound of my voice, and to sing with as much freedom as I can. But I don’t ask myself about the different mechanisms you can use. I’m trained really to keep the truth of what I want to do.I know for a lot of people, countertenor singing is a mystery. But I think there is no mystery inside. Before the appearance of castratos there were countertenors. And if you listen to a female artist speak, she doesn’t speak like she sings. For me this is absolutely the same thing. 
Maybe I think that because I always had a teacher who was a woman. I always worked, not to imitate her, but she was always showing me examples with a soprano or mezzo-soprano voice. She always tried to work my voice in that direction while of course keeping the specialty of my color. 
I don’t know. There is a huge interest in countertenors now. I think in part it’s because we dream of the lost castrato voices. But we have to keep in mind that the technique was quite different because the voices were quite different. The castrato had the same vocal chord size as a boy’s. It was different. 
JVS: When your voice first changed, were you singing tenor? When did you first sing countertenor?
PJ: I never sang in a boy choir. I was a violinist, and I started to sing at 18, which is quite young. I had this very small soprano voice, like a boy. When I started with my teacher, who is still my teacher 14 years later, she thought I was a good musician who perhaps had the capacity to become a countertenor. I told her, ‘Trust me. I’m sure I will be a countertenor in the future.’ 
It’s very curious that I said that at the age of 18. But I could project how my voice would sound after I worked on it patiently. Even she was surprised two years after to realize my voice had gotten better and better and had the capacity to sing in concert. 
In the beginning, the voice was very light, small, and high. I remember that four or five years ago, I was convinced that my voice would get lower and lower, like a contralto. So I started to sing low parts. Now I realize that my voice didn’t change so much. I’ve kept the high notes I had when I was young, but the voice has changed. […]

*An Interview with French Countertenor Philippe Jaroussky. Written by Jason Victor Serinus

Read Full Post »

 
Philippe Jaroussky, 21 IV 2001, Misteria Paschalia, Kraków

Na Youtube jest już film z czwartkowego koncertu. W 10-minutowym reportażu migawki z koncertów, wypowiedzi Jordiego Savalla, Christiny Pluhar i, co za niespodzianka, w szóstej minucie, Phlippe’a Jaroussky’ego!

Philippe Jaroussky, 21 IV 2011, Kraków

Read Full Post »

Dziś Filip śpiewa w Sankt Petersburgu, a tak o jego wtorkowym, moskiewskim koncercie mówił Wiktor Aleksandrow w reportażu na antenie radia Orfeusz:

Репортаж о московском концерте французского контратенора Филиппа Жарусски в рамках XIII Международного фестиваля старинной музыки «Earlymusic»

Rzecz wyszperała Jana (Il Ragazzo)

Read Full Post »

Na łamach krakowskiej Gazety Wyborczej z Philippem Jarousskym rozmawia Tomasz Handzlik:

Tomasz Handzlik: Pamiętasz swój pierwszy występ na festiwalu Misteria Paschalia?

Philippe Jaroussky: Pięć, może sześć lat temu. To była moja pierwsza wizyta w Krakowie i Polsce. I od razu kompletne szaleństwo. Na koncercie inaugurującym festiwal miał wystąpić kontratenor Brian Asawa, ale rozchorował się i w ostatniej chwili odwołał przyjazd. Wtedy zadzwonił do mnie Filip Berkowicz, dyrektor artystyczny festiwalu, z propozycją zastępstwa. Zgodziłem się, ale powiedziałem, że mogę przylecieć dopiero w dniu koncertu, bo dzień wcześniej występowałem w Paryżu. Wszystko odbywało się na wariackich papierach i oczywiście nie obyło się bez przygód. Samolot do Krakowa miał straszne spóźnienie. W chwili, gdy miał startować z Paryża, nie doleciał nawet do Francji! Organizatorzy festiwalu dostali białej gorączki.

Do Krakowa dotarłem dwie godziny przed koncertem. Żadnego odpoczynku ani porządnej próby z orkiestrą, a miałem śpiewać „Nisi Dominus” Antonio Vivaldiego – utwór, którego nigdy wcześniej nie wykonywałem publicznie. Stres był ogromny, ale chyba się udało, bo publiczność zdawała się być zauroczona.

A dziś śpiewasz tu niemal co roku.

– Podróżując po świecie, zrozumiałem, że Paryż nie jest pępkiem świata. I zaprzyjaźniłem się także z waszym miastem. Pokochałem również ten festiwal, bo kiedy tu występuję, czuję, że publiczność doskonale wie, jakiej muzyki przychodzi słuchać. Tuż po moim krakowskim debiucie zdecydowałem się zacieśnić współpracę z festiwalem Misteria Paschalia. I faktycznie przyjeżdżam tu teraz co roku. Zostałem też zaproszony na występy w ramach cyklu Opera Rara. Moje związki z Krakowem stają się więc coraz bardziej zażyłe.

To zasługa waszej polityki kulturalnej, bo Polska staje się nie tylko krajem silnym gospodarczo, ale też niezwykle prężnym ośrodkiem kultury w Europie.

[…]

Parę lat temu nagrałeś album „Carestini – The Story of a Castrato”. Jaka jest największa tajemnica kastratów?

– Pytasz o tę ich zadziwiającą technikę śpiewu? Spore znaczenie miał oczywiście fakt kastracji i osiągnięte w ten sposób możliwości fizyczne. Przede wszystkim jednak była to kwestia wielogodzinnych, diabelnie trudnych ćwiczeń i olbrzymiego poświęcenia. Bo jeśli ktoś już decydował się zostać kastratem, godził się na takie, a nie inne życie. 10 lat nauki śpiewu w szkole, a potem ciągłe wyrzeczenia i dalsza równie ciężka praca. Wszystko to miało wpływ nie tylko na zdolności techniczne, ale też wyrazowe. Wielkie emocje i dramatyzm artystycznej wypowiedzi kastratów był przecież odzwierciedleniem ich osobistego życia. To byli ludzie, którzy całe życie poświęcali sztuce śpiewu. I tylko temu.

Ile trwa kariera współczesnego kontratenora?

– W życiu każdego artysty przychodzi taki moment, w którym należy zrezygnować z dalszych występów. Problem w tym, że nie każdy jednak potrafi spojrzeć na siebie obiektywnie i podjąć taką decyzję. Ale kariera kontratenora wcale nie różni się tak bardzo od kariery innych śpiewaków. Wszystko też zależy od tego, jaki się wybiera repertuar, ile się daje rocznie koncertów. Za 10 czy 20 lat mogę oczywiście zmienić repertuar, zrezygnować z wirtuozowskich arii na rzecz łatwiejszej technicznie muzyki Henry Purcella czy Johanna Sebastiana Bacha.

A jeśli miałbym całkiem zerwać ze śpiewaniem, zdecydowałbym się chyba na wykłady, prowadziłbym klasę śpiewu, kursy mistrzowskie i dzięki temu wciąż mógłbym podróżować po całym świecie. A może zacząłbym też dyrygować operami barokowymi… […]

Jesteś aniołem czy diabłem?

– Lubię być jednym i drugim, choć czasem naprawdę wolałbym być diabłem. Bo kiedy otaczający cię ludzie mówią w kółko, że jesteś znakomity, że twój głos brzmi pięknie, że jesteś cudowny – możesz w końcu mieć tego dosyć. I gdy czasem wracam do domu czy do hotelu, myślę sobie: „do cholery, wcale nie jestem taki wspaniały i miły!” I wtedy budzi się we mnie ta czarna strona mocy.

Na scenie też nie zawsze jestem aniołkiem. Nie tak dawno śpiewałem partię Nerona w operze „Koronacja Poppei” Claudio Monteverdiego. A o Neronie raczej trudno powiedzieć, żeby był święty. Nie lubię jednak robić diabelskich sztuczek z głosem. Staram się śpiewać jak najbardziej naturalnie i w ten sposób oddawać emocje czy dramatyzm zawarty w tekście. […]

*Philippe Jaroussky: Czasem wolałbym być diabłem. Rozmawiał Tomasz Handzlik. Gazeta Wyborcza Kraków 25 III 2010

A przy okazji: zapowiadając 7. festiwal Misteria Paschalia Tomasz Handzlik napisał:

Na MP zjadą zresztą same gwiazdy: kontratenor Philippe Jaroussky, mezzosopranistka Vivica Genaux, sopranistki Maria Grazia Schiavo i Roberta Invernizzi oraz najwyżej cenione zespoły Il Giardino Armonico, Accademia Bizantina, L’Arpeggiata.

Odwiedzi nas także stały bywalec festiwalu Fabio Biondi i jego rewelacyjna orkiestra Europa Galante. Program iście wybuchowy – najpiękniejsze arie operowe i koncerty instrumentalne Vivaldiego (5 kwietnia).

Czego chcieć więcej? Szykują się barokowe mistrzostwa świata.

**Tomasz Handzlik: Wielka muzyka na Wielki Tydzień. Gazeta Wyborcza Kraków 25 III 2010 r.

Read Full Post »

Nie wiem, na ile wiarygodną gazetą jest The Sun-Herald, ale skoro tekst o Filipie został przedrukowany na oficjalnej stronie Australian Brandenburg Orchestra, z którą Filip występował w Australii, można chyba przyjąć, że informacje tam podane są prawdziwe.

2010.02.07
The Sun-Herald

Angelic presence

Steve Dow meets the Frenchman who has put the substance back into singing castrati.

Z podziękowaniami dla Joanny za namiary i dla Kuby za tłumaczenie.

Część artykułu poświęcona jest zabiegom marketingowym towarzyszącym występom artysty. Określenie „głos pożyczony z niebios” zapisujemy sobie i przechodzimy do dalszej części:

[…] Na świeżo po jego nowojorskim recitalu, w czasie przygotowań do koncertów z Australia Brandenburg Orchestra w Sydney i Melbourne, odbyła się telefoniczna rozmowa z Jarousskym, który przebywał wtedy w Bostonie. Po angielsku, swoim męskim głosem z czarującym francuskim akcentem, na temat koncentrowania się mediów na jego wyglądzie powiedział: „Oczywiście, jeśli chcesz zrobić okładkę do nowej płyty, chcesz na niej dobrze wyglądać. Wiesz, nie chcę po prostu wstać z łóżka i w takim stanie zrobić sobie kilka fotek. To bardzo trudne, by kontrolować swój wizerunek publiczny, bo… ludzie bardzo różnie reagują. Oczywiście, korzystam z zabiegów marketingowych, ale zadziwiające, że czasami ludzie to krytykują, ale jednocześnie nie krytykują na przykład marketingu muzyki pop.”

Jaroussky twierdzi, że znalazł równowagę pomiędzy marketingiem a jakością swojej muzyki. „Pozostawiono mi wolność w tym, co nagrywam. Nie jestem zmuszany do nagrywania sławnych arii, wolę śpiewać to, co sam wybiorę.” W zeszłym roku Jaroussky zdecydował sie jeszcze podnieść poprzeczkę. Przez miesiące, każdego dnia ćwiczył zapomniane arie J. C. Bacha napisane dla kastratów, przed nagraniem sprawdzając w ten sposób swoje możliwości jako kontratenor. Kastraci „byli wspaniałymi śpiewakami i mieli pojemność płuc niczym nadludzie”– zdumiewa się. „To była najtrudniejsza płyta do nagrania; jest tam tak wiele długich fraz, ale lubię ten typ wyzwań.”

Zachwytowi francuskiej publiczności na Jaroussky’m towarzyszy pewne zakłopotanie wobec śpiewanych przez niego arii kastratów – napisał angielski kontratenor James Browman w brytyjskim wydaniu „The Guardian” w listopadzie. Francuzi mają skłonność do łączenia tych dwóch głosów, nazywając ich „les voix blanches” lub „białymi głosami.” Niezwykła ambicja Jarousskiego, by doścignąć kastratów, pokazana na ostatniej płycie, bez wątpienia jeszcze bardziej zatrze rozróżnienie między głosem kastrata a kontratenora, mimo że jak wskazuje Browman, kontratenorzy śpiewają w „rejestrze falsetu”, w którym „głos jest najbardziej zrelaksowany.”

Jest pewna ironia historii, odnośnie roli kontratenorów i kastratów, przypomina Browman. „To Francuzom tak bardzo nie spodobał się głos kastrata, że Gluck (kompozytor urodzony w Bawarii, ale osiadły w Paryżu) musiał napisać jeszcze raz rolę Orfeusza, tym razem dla głosu tenorowego, na francuską premierę swojej opery w 1774 r.” Jak twierdzi, „został przekonany do zmiany, przez Marie Antoninę, która usłyszawszy wersję oryginalną, z rolą kastrata, stwierdziła, że zostanie ona wygwizdana.” Czasy się zmieniły, dostosowały się niejako do Jaroussky’ego.

Można przeczytać, że powodem jego tak wysokiego głosu jest młodzieńcza fascynacja skrzypcami, których wysokie dźwięki chce powtarzać swoim głosem. Szerzej mówi się też, że kontratenorzy chcą udawać, naśladować żeńskie głosy.

Jaroussky spostrzega jednakże, że kontratenorzy mają skłonność do chłopięcego stosunku do otaczającego ich świata, zaś on sam mógł wybrać wysokie rejestry, ponieważ chciał zostać dzieckiem. „Być może, koncertowanie to sposób na utrzymanie kontaktu z dzieciństwem, z czymś czystym.”

W dalszej części artykułu Steve Dow koncentruje się na osobie Filipa….

Philippe Jaroussky mieszka w centrum Paryża, ale urodził się w lutym 1978 r. w rodzinie należącej do klasy średniej, zamieszkującej Maisons-Laffitte, czyli osiedle domków, zbudowanych wokół XVII-wiecznego zameczku, około 18 km na północny zachód od centrum Paryża. Jego ojciec, Daniel, jest przedstawicielem handlowym, matka Jacqueline zajmuje się projektowaniem oświetlenia, zaś starszy o 10 lat brat Didier sprzedaje komputery. Nikt z rodziny nie był muzykalny, nikt też nie był specjalnie zainteresowany bywaniem na koncertach, choć Jacqueline uwielbia nagrania Marii Callas. Jako dziecko Filip malował, zajmował się kopiowaniem arcydzieł Picassa i Van Gogha. Rodzice sądzili, że zostanie malarzem.

… i przypomina kilka dobrze znanych faktów, choćby to, że muzyczną edukację Filip zaczynał dość późno i od skrzypiec, po czym powraca do kwestii związanych ze śpiewem:

We Francji każdy wydaje się być krytykiem muzycznym, ale to nie hamowało ambicji Philippe’a. Pewnego dnia, w wieku 18 lat, trafił na koncert muzyki barokowej w kościele, gdzie urodzony na Martynice 22-letni kontratenor Fabryce di Falco wykonywał rozmaite arie. Philippe był zafrapowany dysonansem między tym, jak di Falco wyglądał, a tym, z jaką przejrzystością śpiewał. „To był szok, usłyszeć takie piękno głosu i muzyki.” – mówi Philippe. „Mogłem zobaczyć siebie na jego miejscu. Pomyślałem: Boże, chcę robić coś takiego całe moje życie. Chcę tak śpiewać.” Jaroussky zawiesił wtedy swoje dotychczasowe studia uniwersyteckie i zajął się studiowaniem muzyki.

Daniel i Jacqueline w pełni popierali jego decyzję. „Wierzę, że jeśli dziecko chce się czymś zajmować, rolą rodziców jest je zachęcać, a nie frustrować”- mówi Jaroussky, zadowolony z lat spędzonych na zdobywaniu dyplomu paryskiego konserwatorium. „Moi rodzice szybko zrozumieli, że jeśli nie mógłbym spróbować zająć się muzyką, nie byłym szczęśliwy.”

Przez 20 lat koncertował, ale zajęło sporo czasu, zanim poczuł się komfortowo na scenie. Początkowo jego głos był zbyt cichy, brakowało mu umiejętności technicznych, i tylko dojrzałość, zdobywana przez lata na scenie, pozwoliła mu skutecznie przekazywać emocje publiczności. „To jest problem wielu śpiewaków: kiedy zaczynasz śpiewać na scenie, wydaje ci się, że masz tyle rzeczy do udowodnienia. Potrzeba lat, by zdać sobie sprawę, że ludzie nie przychodzą na koncerty, by słuchać artystów, którzy chcą cokolwiek udowadniać.”– mówi Philippe. Na scenie, nieschowany za instrumentem, czuł się kompletnie nagi, musiał nauczyć się, jak się odprężyć. […]

No i stało się, przechodzimy do prywatnego życia Filipa:

Niewiarygodnie mało z jego życia prywatnego przedostaje się do opinii publicznej, co skutkuje pojawianiem się licznych plotek w blogosferze oraz w miejscach spotkań jego fanów. Przykładem może być plotka, że Spinosi jest partnerem życiowym Jaroussky’ego. „Absolutnie nie!”- śmieje się Philippe. „Widziałem gdzieś taką informacje i pomyślałem: Mój Boże! To szalone. Jean Christophe jest ojcem sześciorga dzieci. Myślę, że ludzie dlatego tak pomyśleli, bo razem tworzyliśmy muzykę i graliśmy tak wiele wspólnych koncertów. Dorastaliśmy razem, bo kiedy zaczynaliśmy współpracę, obaj nie byliśmy tak sławni.”

Jeden z użytkowników „You Tube”o nicku GrlLeastLikelyTo w swoim komentarzu pyta: „Naprawdę, jak to jest, że niektórzy ludzie słuchają tego głosu i jedyną ich myślą jest, czy on jest gejem?” Trafne spostrzeżenie, ale faktycznie, Jaroussky ma partnera, o którym mówi: „nie udziela się w branży muzycznej, ale oczywiście bardzo mnie wspiera.”

Jeśli Jaroussky już teraz wdrapał się na szczyt sławy wśród muzyków klasycznych, jak długo jeszcze może pozostać kontratenorem? Artysta, który w lutym dzieli scenę w Paryżu z innym sławnym kontratenorem, Andreasem Schollem, występuje wraz z nim na koncertach z „Juliuszem Cezarem” Handela. Philippe jest niepewny co do swojej przyszłości.

„Mógłbym żyć bez śpiewania, ale nie mógłbym żyć bez muzyki.”- mówi. „Widywałem starszych śpiewaków, którym było bardzo trudno przerwać karierę. Rozumiałem to, bo oni poświęcili muzyce życie.” Jaroussky chciałby kiedyś uczyć młodszych śpiewaków i kontynuować prowadzenie swojego zespołu. „Nie wyobrażam sobie siebie, jako śpiewaka w wieku 60 lat.”- przyznaje. […]

Jarouski lubi wieść normalne życie. Jako trzydziestokilkulatek spędza czas z przyjaciółmi w Paryżu i, o ile to jest możliwe w przypadku gwiazdy, odwiedza galerie sztuki, wszędzie gdzie podróżuje. Ostatnio miał okazję podziwiać wystawę prac Velasqueza w nowojorskim „Metropolitan Museum of Art.”
Może któregoś dnia, gdy znajdzie chwilę czasu, wróci do malowania. „W tym roku wróciłem do gry na skrzypcach i to była katastrofa.” – śmieje się Philippe. […]

Ostatnio udzielił wywiadu we Francji gazecie „L’Express”, w którym przyznał, że ma pewną obsesję na punkcie własnej śmierci, a śpiewanie pozwala mu znaleźć odpowiedzi na ten niepokój. Czy wiernie przetłumaczono ten wywiad? „Nie chodziło o obsesję, w takim znaczeniu, że myślę o śmierci bez przerwy. Ale kiedy dużo podróżujesz, to myślisz o tych sprawach.”- tłumaczy śpiewak. „Bardzo lubię nagrywać płyty, bo wiem, że one mnie przeżyją. Myślę, że zostajesz artystą, żeby walczyć ze swoją własną śmiertelnością. Oczywiście nie jest możliwe by wygrać ze śmiercią, ale to nic smutnego. Myślę, że to zapewnia bardzo optymistyczną energię, pozwala cieszyć się każdą chwilą.”

Zaskoczeni? My nieco, choć może nie aż tak bardzo.

Tekst oryginalny w języku angielskim jest tutaj
Pełne tłumaczenie w języku polskim jest tutaj.

W ramach dodatku krótka próbka dźwiękowa angielskiego Filipa (głos męski, z czarującym francuskim akcentem) – Alan Jones talks to Philippe Dżarussky

Read Full Post »

Older Posts »